Jakiś problem?

Obiektywnie o obiektywach

Obiektywnie o szkłach: Cz. 1. – Wprowadzenie

Co jakiś czas dostaję od znajomych pytanie – „chciałbym zająć się tak poważniej fotografią, jaką lustrzankę lub bezlusterkowca mógłbyś mi polecić?”. Preferencje co do firm są różne, ale wszystkie te osoby łączy jedno – zawsze pytają o korpus, nigdy o obiektywy. A tymczasem profesjonalni fotografowie myślą głównie o szkłach, przeznaczając na nie małe fortuny. Aparat może się zmienić, ale dobry obiektyw zostaje z fotografem na lata. W dzisiejszym wpisie opowiem o podstawowych parametrach obiektywów.

W komentarzu do któregoś z moich poprzednich tekstów padło stwierdzenie, że obiektywy to jedna wielka lipa, a przeciętny człowiek nie odróżnia zdjęcia zrobionego smartfonem od tego z lustrzanki, więc po co przepłacać? Agencje stockowe i ogólnie fotograficzne już od dawna akceptują zdjęcia z kompaktów i smartfonów, traktując je na równi ze zdjęciami z poważniejszych sprzętów. Od kilku lat najpopularniejszym aparatem na Flickerze jest iPhone, w którym za obiektyw robi kawałek szybki. Czy warto więc zajmować się tematyką szkieł? Niech każdy to oceni sam po przeczytaniu tego wpisu.

Po co obiektyw?

Zadaniem obiektywu jest takie załamanie światła, żeby utworzyło ono płaski obraz na matrycy aparatu. Tylko tyle i aż tyle. Kupując kompakt lub smartfona nie zastanawiamy się nad tym – szkiełko jest, aparat działa, więc nie ma czym zaprzątać sobie głowy. Chwila refleksji przychodzi podczas zakupu aparatu z wymienną optyką, a konkretniej w momencie, gdy zobaczymy listę obiektywów, jakie oferuje dany producent. W każdym systemie są to dziesiątki, jeśli nie setki szkieł, a dochodzi do tego jeszcze oferta producentów niezależnych. Ceny – od trzycyfrowych po pięciocyfrowe. Rozmiary – od kilkucentymetrowych, po metrowe armaty wymagające trzech asystentów do przeniesienia „szkiełka”. Może jednak jest tu coś na rzeczy?

Jaki obiektyw?

Skoro obiektywów jest tak dużo, czym one właściwie się różnią? Najprostszym podziałem będzie ten ze względu na kąt widzenia, czyli ze względu na ogniskową. Są trzy główne typy szkieł: obiektywy szerokokątne, obiektywy standardowe i teleobiektywy.

Zacznijmy od standardu. Są nimi obiektywy, które na matrycy pełnoklatkowej mają ogniskową równą 50 mm, co przekłada się na kąt widzenia równy 47 stopniom. Dla przypomnienia – matryca pełnoklatkowa odpowiada co do wielkości jednej klatce z klasycznej kliszy fotograficznej 35 mm. Jeżeli używasz amatorskiej lustrzanki lub bezlusterkowca, matryca w Twoim aparacie jest prawdopodobnie mniejsza. Dla matryc APS-C znajdujących się w większości popularnych lustrzanek, standardową ogniskową jest 35 mm – wynika to z faktu, że standardem jest ogniskowa, która jest równa przekątnej matrycy – dla mniejszych matryc APS-C jest więc ona mniejsza niż dla pełnej klatki (35 mm vs 50 mm). W kompaktach i smartfonach standardową ogniskową może być np. 9 mm. Wszystkie obiektywy o ogniskowej poniżej standardu to obiektywy szerokokątne, a szkła o ogniskowej większej niż standard są teleobiektywami.

Szeroki kąt przydaje się w fotografii architektury, krajobrazu lub w zdjęciach grupowych – np. w tzw. „reporterce”. Pozwala on objąć bardzo szerokie plany – kąt widzenia może dochodzić nawet do 180 stopni. Fotografując szerokim kątem musimy być bardzo blisko interesującego nas obiektu, czasem wręcz musimy wejść z obiektywem między ludzi, żeby wypełnić cały kadr. Popularnym obiektywem szerokokątnym dla lustrzanek APS-C jest szkło zmiennoogniskowe o ogniskowych 10-20 mm.

Obiektyw szerokokątny: Nikkor 12-24 f/4

Obiektyw szerokokątny: Nikkor 12-24 f/4

Drugim typem jest obiektyw standardowy. Standardem sfotografujemy właściwie wszystkie codzienne sceny. Co prawda niektóre kadry łatwiej będzie osiągnąć bardziej specjalistycznymi obiektywami, ale standard wystarczy nam w większości sytuacji.

Typowy nikonowski standard: Nikkor 50mm f/1.8 G

Typowy nikonowski standard: Nikkor 50mm f/1.8 G

Trzeci typ to teleobiektywy. Podzieliłbym je na krótkie i długie. Te pierwsze mają ogniskowe w przedziale 85 – 135mm (dla pełnej klatki; dla popularnych lustrzanek APS-C będzie to ok. 55 – 90 mm) i są to najlepsze obiektywy, jakie można zastosować do portretu. Długie teleobiektywy z zakresu od 200-300 do 600-800 mm znajdą zastosowanie w fotografii odległych obiektów, do których nie można podejść. Dobrym przykładem takiej fotografii są zdjęcia dzikich zwierząt lub fotografia lotnicza.

Popularne profesjonalne tele od Nikona: Nikkor 70-200mm f/2.8

Popularne profesjonalne tele od Nikona: Nikkor 70-200 mm f/2.8

W każdej z trzech wymienionych grup znajdziemy obiektywy zarówno stałoogniskowe, jak i zmiennoogniskowe, czyli popularne zoomy. „Stałki” oferują tylko jedną ogniskową, są więc oczywiście mniej uniwersalne od „zoomów”. Dają one jednak znacznie lepszą jakość zdjęć, a same obiektywy są przy okazji sporo mniejsze i lżejsze – co widać na przykładzie standardowej pięćdziesiątki. Wiele osób mówi, że używanie zoomów rozleniwia, z kolei używanie stałek wymusza pewną kreatywność u fotografa. Poprzez ograniczenia jakie taki obiektyw narzuca jesteśmy zmuszeni do szukania ciekawych kadrów, bardziej skupiamy się na kompozycji, co prowadzi do lepszych zdjęć. Poza tym stałki zachęcają do ruchu – zamiast stać w miejscu i zoomować, musimy krążyć wokół obiektu, podchodzić i oddalać się od niego – używając stałki zoom mamy w nogach. 😉

Te wszystkie zalety to jednak nic w porównaniu do prawdziwego powodu używania stałek. A powodem tym jest ich światłosiła.

Światło czyli siła, światło czyli cena

Światłosiła obiektywu (inaczej światło, maksymalny otwór przysłony) jest to drugi, obok ogniskowej, najważniejszy parametr, jaki charakteryzuje obiektyw. Obiektyw może być jasny bądź ciemny. Nie oznacza to, że zdjęcia z tego pierwszego będą jaśniejsze. Światło obiektywu mówi o dwóch rzeczach: jak dobrze obiektyw poradzi sobie w trudnych warunkach oświetleniowych i jak bardzo potrafi rozmyć tło.

Stałki przeważnie oferują jasność od f/1.4 do f/2.0. Standardowe „zoomy” dodawane do większości lustrzanek (tzw. obiektywy kitowe) – 18-55 mm i 18-105 mm – oferują znacznie słabsze światło, które dla najmniejszej ogniskowej wynosi maksymalnie f/3.5, a dla największej może być to maksymalnie f/5.6. Najlepsze i najdroższe profesjonalne zoomy mają stałe światło w całym zakresie ogniskowych, które wynosi f/2.8. Jak na obiektyw zmiennoogniskowy jest to świetna jasność, ale lepszy wynik da nam każda, nawet najtańsza stałka.

Światło obiektywu zmienia się skokowo, a kolejne wartości to: f/1.4, f/2.0, f/2.8, f/4.0, f/5.6, f/8.0, f/11, f/16, f/22, itd. Każda kolejna wartość daje dwukrotnie mniej światła. Porównajmy zatem obiektywy o maksymalnym świetle f/1.4 i f/2.0. W tym drugim otrzymujemy na wejściu dwa razy mniejszą ilość światła padającą na matrycę, więc ekspozycję musimy rekompensować poprzez dwukrotnie dłuższy czas naświetlania (co da 2x bardziej rozmazane zdjęcie!) lub dwukrotnie wyższą czułość ISO (co da 2x większe szumy!). Jak widać, im lepsze dostępne światło, tym lepiej dla naszych zdjęć, jeśli fotografujemy w trudnych warunkach oświetleniowych.

Nic więc dziwnego, że jasne szkła kosztują krocie. Dla przykładu – standardowy zoom 18-55 f/3.5 – 5.6 kosztuje niecałe 350 zł. Za jego profesjonalny, reporterski odpowiednik o znacznie lepszym świetle – 17-55 mm f/2.8 trzeba zapłacić aż 5000 zł. Podobnie jest ze stałkami. Standardowa amatorska portretówka o parametrach 85 mm f/1.8 kosztuje ok. 1500 zł. Obiektyw niespełna dwukrotnie jaśniejszy – 85 mm f/1.4 – kosztuje ok. 4,5 tys. zł. Z kolei profesjonalna portretówka jaśniejsza o ledwie ułamek – 85 mm f/1.2 – to koszt aż 8,5 tys. zł. Jak widać, za każdą kolejną działkę światła trzeba w fotografii słono dopłacić. Obiektyw o większej jasności jest także większy od swojego ciemniejszego odpowiednika, co widać szczególnie po wielkości przedniej soczewki – w Canonie 85 mm f/1.8 ma ona średnicę 58 mm, a w wersji f/1.2 średnica przedniej soczewki to 7 2mm.

Bokeh, czyli rozmycie

Dobry obiektyw poznaje się nie tylko po tym, jak ostre potrafi dać zdjęcia, ale także po tym, jak odwzorowuje nieostrości. Według mnie rozmycie, czyli inaczej bokeh, to jeden z najlepszych środków wyrazu w fotografii. Jak je uzyskać? Jest to swoista kombinacja dwóch głównych parametrów obiektywu – ogniskowej i światła.

Z rozmyciem wiąże się ściśle głębia ostrości (GO) – jest to obszar, w którym obiekty są na zdjęciu ostre, a wszystko co znajduje się przed i za głębią ostrości zostaje malowniczo rozmyte. Zatem im mniejsza głębia ostrości, tym więcej jest obszarów rozmytych.

Generalnie im obiektyw jaśniejszy, tym większe rozmycie można dzięki niemu uzyskać. Ale rozmycie rośnie także wraz ze wzrostem ogniskowej. Obiektyw o świetle f/1.8 i ogniskowej 20 mm pozwoli na małe rozmycie tła, ale ta sama jasność dla obiektywu 85 mm da głębię ostrości liczoną w milimetrach. Analogicznie działa to w przypadku zoomów. Dysponując światłem f/5.6 na 18 mm nie możemy poszaleć z GO, ale światłosiła f/5.6 na ogniskowej 100 mm pozwoli już na rozmycie tła.

Największe rozmycie zapewniają długie teleobiektywy, które są dodatkowo bardzo jasne. Konstrukcja optyczna takich szkieł jest niezwykle skomplikowana, a same obiektywy są ogromne i ciężkie – ważą po kilka kilogramów. Są to najdroższe szkła w ofercie każdego producenta – obiektyw o parametrach 200 mm f/2.0 kosztuje ok. 18 tys. zł, obiektyw 300 mm f/2.8 to koszt 24 tys. zł. Są one często stosowane w fotografii sportowej – jest tam potrzebna i długa ogniskowa, żeby zrobić dobre zbliżenie np. koszykarza, i dobre światło, żeby móc zrobić dobre technicznie i przy tym ładne zdjęcie zawodnika na ciemnej hali.

Dodatkowym czynnikiem mającym wpływ na rozmycie jest odległość fotografowanego obiektu od obiektywu. Znacznie łatwiej jest uzyskać rozmyte tło za osobą, która znajduje się blisko aparatu, natomiast im fotografowany obiekt jest dalej od nas, tym mniejsza szansa na uzyskanie małej GO.

Dobra rada na koniec

Czyśćcie obiektywy, bo nie znacie dnia ani godz… nie, ten rym jest kiepski. Rada jest prosta – przed odłożeniem aparatu do torby przeczyśćcie przednią soczewkę szkiełka. A po wymianie szkieł także tylną. Na nic nie zda się nawet najlepszy obiektyw, jeśli będzie miał na soczewkach odciśnięte paluchy. Zestaw do czyszczenia szkieł kosztuje kilkanaście złotych, a sprawdzi się na lata. Ta sama rada dotyczy także kompaktów i smartfonów – przeczyśćcie przednią soczewkę (zwłaszcza rogi), a nagle jakość zdjęć drastycznie się poprawi.

Obiektywnie o szkłach, cz. 2. – przeliczanie ogniskowych obiektywów

 

W dzisiejszym poradniku postaram się wytłumaczyć rzecz, która spędza sen z powiek nowym użytkownikom lustrzanek, a na forach fotograficznych powraca jak bumerang. Przeczytacie dziś o przeliczaniu ogniskowych i zmianie kąta widzenia obiektywów – zagadnieniu absolutnie kluczowym, z którym trzeba się zapoznać przed kupnem nowego obiektywu, żeby uniknąć rozczarowań.

Obiektywy pełnoklatkowe i APS-C

Dużym problemem dla świeżo upieczonych posiadaczy lustrzanek jest przeliczanie ogniskowych obiektywów. Zacznijmy od początku. Producenci obiektywów mają w swojej ofercie obiektywy pełnoklatkowe, jak i szkiełka pod matryce APS-C. Najłatwiej przeznaczenie obiektywu odróżnić po jego oznaczeniu – mówi o tym kilkuliterowy skrót umieszczony w pełnej nazwie obiektywu. Każda firma stosuje inne oznaczenia, co może sprawiać problemy.

Oznaczenia obiektywów pod matryce APS-C:

w obiektywach Nikon: DX
w obiektywach Canon: EF-S
w obiektywach Sony: DT
w obiektywach Pentax: DA
w obiektywach Tokina: DX
w obiektywach Tamron: Di-II
w obiektywach Sigma: DC

Oznaczenia obiektywów pod matryce pełnoklatkowe (FF):

w obiektywach Nikon: brak (jeżeli nie ma w nazwie DX – jest to obiektyw pełnoklatkowy)
w obiektywach Canon: EF
w obiektywach Sony: brak (jeżeli nie ma w nazwie DT – jest to obiektyw pełnoklatkowy)
w obiektywach Pentax: FA*
w obiektywach Tokina: brak (jeżeli nie ma w nazwie DX – jest to obiektyw pełnoklatkowy)
w obiektywach Tamron: Di
w obiektywach Sigma: DG

*Pentax nie ma w swojej ofercie cyfrowej lustrzanki pełnoklatkowej. Obiektywy FA nie są obecnie produkowane i przeznaczone są do analogowych lustrzanek, które oczywiście także mają format pełnej klatki.

Czym różnią się te dwie kategorie obiektywów? Najprościej mówiąc – polem obrazowania. Każdy obiektyw ma swój zdefiniowany kąt widzenia. Jeżeli podłączymy obiektyw FF pod body FF, sytuacja jest prosta i klarowna:

obiektywy (2)

Obiektyw ma określony kąt widzenia i rzutuje na matrycę (na czerwono) obraz dla takiego właśnie kąta. Analogiczna sytuacja występuje, gdy podłączymy obiektyw APS-C do body APS-C:

obiektywy (3)

Jak wiadomo, matryca APS-C jest mniejsza od pełnej klatki, zatem obiektywy pod APS-C są zoptymalizowane do rzutowania obrazu na znacznie mniejszą powierzchnię. W przypadku matrycy pełnoklatkowej obiektyw musi pokryć znacznie większą powierzchnię (matryca jest po prostu większa). Przeważnie wymaga to większych soczewek i innego toru optycznego. Obiektywy pod FF są z reguły znacznie większe i cięższe od swoich odpowiedników pod APS-C. Przeważnie są też kilkukrotnie droższe.

Co jednak stanie się gdy zrobimy misz-masz wielkości? Podpięcie obiektywu APS-C do lustrzanki pełnoklatkowej zaowocuje wielką winietą, czyli zaciemnieniem rogów zdjęcia. Rzutowany obraz będzie po prostu zbyt mały, żeby pokryć całą matrycę:

obiektywy (4)

W efekcie otrzymamy kołowy obraz w centrum kadru, oraz całkowicie czarne obszary poza centrum. Taka jest ogólna zasada, ale istnieją od niej wyjątki – niektóre obiektywy APS-C mają tak duże pole obrazowania, że udaje im się pokryć pełną klatkę – przykładem jest np. rewelacyjne szkiełko Nikona AF-S Nikkor 35mm f/1.8G DX. Wydaje mi się, że jest to niejako błąd inżynierów firmy, ale jest on niezwykle korzystny dla użytkownika – dostajemy bowiem działające w 100% szkiełko za ułamek ceny pełnoklatkowego odpowiednika. Przed zakupem szkła pod pełną klatkę warto przejrzeć fora fotograficzne w poszukiwaniu takich perełek.

Co jednak stanie się w odwrotnej sytuacji, czyli gdy podłączymy szkło FF do body APS-C? Takie połączenie zawsze się sprawdzi – pole obrazowania obiektywu jest dużo większe od matrycy APS-C, zatem na całej matrycy będzie rzutowany obraz:

obiektywy (5)

Z większym od matrycy polem obrazowania wiąże się jednak pewien kłopot – część obrazu jest rzutowana poza matrycę, widzimy niejako tylko środek kadru – zmienia się zatem kąt widzenia obiektywu! Oznacza to, że obiektyw pełnoklatkowy na body FF będzie dawał znacznie szerszy kąt widzenia, niż na body APS-C

Przeliczanie ogniskowych i kątów widzenia

Na forach fotograficznych temat przeliczania ogniskowych i kątów widzenia powraca jak bumerang. Widać, że nowi użytkownicy lustrzanek i bezlusterkowców „nie czują” tego zagadnienia. Zasada jest jednak bardzo prosta i wynika z zależności przedstawionych w poprzednim akapicie.

Jeżeli używamy body FF nic nie musimy zmieniać ani przeliczać – ogniskowa 50mm zawsze jest ogniskową 50mm. Jeżeli natomiast używamy lustrzanki z matrycą APS-C musimy przeliczać kąty widzenia. Dla lustrzanek Nikona, Sony i Pentaxa mnożnik wynosi 1,5, dla Canona jest to 1,6, a dla Olympusa równo 2.

Jeżeli podepniemy obiektyw 35mm pod body APS-C Nikona, da on nam taki kąt widzenia, jak obiektyw 52,5mm na pełnej klatce (35×1,5 = 52,5). Dlatego właśnie standardowym obiektywem na pełnej klatce jest 50mm, a na matrycy APS-C 35mm – dają one praktycznie takie same kąty widzenia. Z kolei jeżeli podłączymy do body APS-C obiektyw 50mm, będzie się on zachowywał jak 75mm na pełnej klatce (50×1,5).

Warto w tym miejscu wspomnieć, że nie mnożymy ogniskowych, tylko kąty widzenia. Wygodniej jest posługiwać się ogniskowymi, bo to one, a nie kąty, weszły do powszechnego użycia, ale to pewien błąd logiczny. Ogniskowa to parametr fizyczny obiektywu i ona nie może się zmienić, mimo, że wydawałoby się, że jest inaczej. Zmienia się tylko kąt widzenia. Uważajcie na to pytając o ten temat na forach – garstka trolli tylko czeka, żeby złapać za słówko. 😉
Rzeczą z której nie wszyscy zdają sobie sprawę jest fakt, że jeżeli korzystamy z obiektywu APS-C na body APS-C, to także musimy przeliczać kąty widzenia. Obiektyw 18-55mm zachowuje się na APS-C tak, jak 27-82,5mm na pełnej klatce. Zauważmy, że topowe szkło reporterskie pod APS-C to 17-55mm, a pod FF jest to 24-70mm. Są to mniej więcej odpowiedniki, jeśli chodzi o kąty widzenia.

W związku z tym trzeba bardzo uważać przechodząc z FF na APS-C i odwrotnie. Jeżeli na pełnej klatce mamy szkło powiedzmy 20mm, jest ono ultraszerokokątne. Jeżeli podepniemy je pod body APS-C, będzie ono jedynie tzw. „szerokim standardem” (30mm). Z kolei jeśli na body APS-C używamy obiektywu 300mm, zachowuje się on tak, jakby miał de facto 450mm. Jeżeli ten sam obiektyw podłączymy pod body pełnoklatkowe, to będzie on miał faktycznie 300mm, zatem w znacznym stopniu straci swoje powiększenie. Dlatego też w fotografii dzikiej przyrody i lotnictwa częściej używane są body APS-C, jako że dla tych samych obiektywów oferują większe przybliżenie, niż puszki FF.

Obiektywnie o szkłach, cz. 3. – czy to musi tyle kosztować?

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego obiektywy są takie drogie? Ceny rzędu kilku tysięcy złotych za dobre szkła nie są niczym niezwykłym. Na rynku obiektywów używanych wcale nie jest lepiej – dobre szkła są jak wino i kilkunastoletnie konstrukcje przeważnie wcale nie są gorsze ani tańsze od współczesnych szkiełek. I jak tu rozbudować swoją szklarnię…?

Obiektyw ma zadanie zrzutować płaski obraz na matrycę aparatu. Problem w tym, że promienie światła nie są rzutowane na punkt, tylko na całkiem sporą powierzchnię matrycy, na której obraz musi być możliwie najlepszy od rogu do rogu. A im dalej od centrum kadru, tym trudniej uzyskać poprawny obraz.

Każdy obiektyw składa się ze skomplikowanego układu soczewek , który może wyglądać w przekroju np. tak, jak w poniższym schemacie Nikkora 85mm f/1.4G:

Obiektywy

Układ soczewek w każdym obiektywie jest ściśle określony przez producenta. Inżynierowie firm fotograficznych przez lata, czy nawet dziesięciolecia doskonalą specyfikację układów optycznych. Dlaczego jest to takie ważne?
Pierwszorzędnym zadaniem układu soczewek jest takie załamywanie światła, żeby uzyskać deklarowaną przez producenta ogniskową i światłosiłę. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej. Układ optyczny ma bowiem za zadanie likwidować (lub możliwie minimalizować) wszelkie wady optyczne, o których przeciętny użytkownik nawet nie ma pojęcia. Wady takie powstają podczas załamywania się i przechodzenia światła przez soczewki. Do najpowszechniejszych ( w tym najbardziej znienawidzonych) należą:

Dystorsja

Obiektywy

Jest to, najprościej rzecz ujmując, niepoprawne odwzorowanie równoległych linii. Obiektywy obarczone tą wadą generują na zdjęciach mniejsze lub większe zniekształcenia beczkowe lub poduszkowe. Dystorsja jest bardzo niepożądana w fotografii architektury, jeśli zależy nam na geometrycznym odwzorowaniu linii. Jest to wada niezależna od przysłony – zmniejszanie jej niestety nic nam nie pomoże. W przypadku obiektywów zmiennoogniskowych charakter dystorsji zmienia się wraz z ogniskową – na jednym końcu będzie to beczka, na drugim poduszka, a gdzieś w środku zakresu obraz będzie zupełnie pozbawiony tej wady. Obiektywy stałoogniskowe są przeważnie dobrze skorygowane pod względem dystorsji, co nie znaczy, że są całkiem wolne od tej wady. Przykład zdjęcia z dystorsją beczkową:

Obiektywy

Aberracja chromatyczna

Obiektywy

Jest to wada wynikająca z falowej natury światła – różne składowe kolory światła widzialnego mają różną długość fali, w związku z tym po załamaniu na soczewkach ogniskują się w innych miejscach (czasem lekko przed, czasem lekko za matrycą). Objawia się to kolorowymi obwódkami wokół fotografowanych przedmiotów – najczęściej po jednej stronie jest to obwódka czerwona, po drugiej niebieska (gdyż te kolory mają skrajnie różne długości fali i leżą na obu granicach widzialnego światła – jeżeli przyglądaliście się kiedyś tęczy, łatwo zauważyć, że na zewnątrz jest czerwona, a wewnątrz niebiesko-fioletowa). Efekt ten szczególnie mocno widać w ujęciach pod światło. Myślę, że jest dobrze znany każdemu posiadaczowi smartfona i kompakta, ale dotyczy on lustrzanek w takim samym stopniu. Poniżej wycinki kadrów z widoczną aberracją chromatyczną:

Obiektywy

Winietowanie

Wadą tą obarczone są właściwie wszystkie jasne stałki. Gdy fotografujemy na pełnym otworze przysłony (na pełnej dziurze), rogi kadru są wyraźnie bardziej zaciemnione niż centrum zdjęcia. W skrajnych przypadkach obraz może wyglądać np. tak:

Obiektywy

Jest spora część osób, która uważa, że winieta nadaje fotografiom uroku i wręcz same dokładają ją w postprocesie. Sam nie jestem wielkim przeciwnikiem winiety, czasem doprawiam nią zdjęcia ‘do smaku’, ale są dziedziny, w których jest to niepożądane, np. niektóre zdjęcia krajobrazu. Poza tym za duża winieta zaburza wskazania światłomierza, przez co na różnych przysłonach zdjęcia mają inną jasność.

Odblaski

Tudzież bliki, duszki, odbicia. Jest to wada niebywale trudna do usunięcia. Pojawiają się najczęściej, gdy mamy słońce w kadrze – zwłaszcza, gdy słońce jest w rogu zdjęcia, lub tuż za rogiem. Można je eliminować zakładając osłonę przeciwsłoneczną (tulipan) na obiektyw, ale przy szerokokątnych szkłach po prostu nie ma na nie siły. Na szerokim kącie mamy duże prawdopodobieństwo, że słońce „złapie się” w kadrze, a tulipany takich szkieł są bardzo krótkie. Charakter odblasków może być skrajnie różny – od malutkiej kolorowej plamki, poprzez tęczowe półokręgi, aż do szeregu plam różnej wielkości. Wszystkie je jednak łączy fakt, że są praktycznie nie do usunięcia w postprocesie – dlatego trzeba na nie uważać podczas fotografowania.

Obiektywy

Koma i astygmatyzm

Jest to wada uwidaczniająca się głównie w jasnych szkłach. Mówiąc w skrócie – psuje nam ona bokeh. Kółeczka światła na środku kadru są idealnie okrągłe, a im dalej od środka, tym bardziej się spłaszczają. Punktowe źródła światła w rogach kadru zmieniają kształt z kropeczek na „przecinki” (z ang. coma). Wada ta jest powiązana z astygmatyzmem. Spora część czytelników pewnie spotkała się z tą wadą w swoim prywatnym, wbudowanym układzie optycznym. 🙂 Powoduje ona powstawanie kilku ognisk obrazu, przez co generowany obraz jest nieostry i zniekształcony.

Obiektywy

Spadek ostrości

To zagadnienie należałoby rozdzielić na kilka mniejszych.

Spadek ostrości na tzw. pełnej dziurze (i dla najniższych przysłon)

Większość obiektywów daje najlepszą ostrość kiedy przymkniemy przysłonę do wartości f/5.6 – f/8. Jasne obiektywy stałoogniskowe dysponują światłem f/1.8 lub f/1.4 i na tak dużych otworach przysłony przeważnie ostrość jest znacznie słabsza. Często dopiero po przymknięciu o jedną-dwie działki przysłony obiektyw staje się używalny. Poniżej przykład takiego zachowania obiektywu:

Obiektywy

Zdjęcie po lewej zrobiłem na przysłonie f/1.7, a wystarczy przymknąć otwór do wartości f/2.8, żeby uzyskać ostry i wyraźny motyw (po prawej). Niestety, często jest tak, że kupujemy stałkę o jasności f/1.4, a jest ona używalna dopiero od f/2.0. Jeszcze gorzej jest w sytuacji, gdy obiektyw o słabszym świetle f/1.8 generuje obraz ostry „od pełnej dziury” – wtedy ze szkiełka kilkukrotnie tańszego otrzymamy de facto ostrzejszy obrazek dla największych otworów przysłony.

Spadek ostrości dla największych przysłon

Generalnie zasada jest taka, że im bardziej przymkniemy przysłonę, tym ostrzejszy obraz otrzymamy. Niestety jeżeli chcemy uzyskać najostrzejszy obraz, musimy zatrzymać się w okolicach przysłony f/8. W okolicach tej wartości znajduje się tzw. limit dyfrakcyjny, a wszystkie wartości powyżej (f/11, f/16, f/22) obarczone są dyfrakcją, czyli spadkiem ostrości spowodowanym innym rodzajem załamywania się światła na coraz mniejszym otworze. Fale światła zaczynają na siebie nachodzić i zaburzać się nawzajem – podobne doświadczenia na pewno przeprowadzaliście na fizyce w szkole.

Obiektywy

Spadek ostrości w rogach zdjęcia

Każdy, ale to dosłownie każdy obiektyw daje ostrzejszy obraz w centrum, niż w rogach. W niektórych sytuacjach rogi są tak słabe, że nie uzyskamy akceptowalnego obrazka nawet po mocnym przymknięciu przysłony.

Czym charakteryzuje się dobry obiektyw?

Poza jakością optyczną obiektywu na cenę szkieł mają także wpływ inne czynniki. Największy wpływ ma prawdopodobnie jakość użytych materiałów. W sklepach możemy znaleźć pancerne obiektywy wykonane z samego szkła i metalu, jak i plastikowe wydmuszki, które po kilku latach intensywnego używania na pewno nie będą wyglądać i działać najlepiej.

Współczesne obiektywy to jednak nie tylko szkło i metal/plastik, ale także cała masa elektroniki zaszytej po obudową. Składa się na nią przede wszystkim system autofocusa. Jeżeli obiektyw ma własny silnik AF, jego cena będzie odpowiednio wyższa. Na cenę obiektywu ma wpływ także stabilizacja optyczna, nazywana też redukcją drgań. Jest to cały system ukryty pod obudową obiektywu, oparty na żyroskopie, który cały czas monitoruje położenie szkiełka i korygując układ soczewek redukuje drgania rąk.

Obiektywy z wyższej półki charakteryzują się także wewnętrznym ogniskowaniem. Obiektywy takie nie zmieniają swojej długości podczas ostrzenia. W obiektywie takim zmiana ostrości realizowana jest poprzez przesuwanie się małych wewnętrznych soczewek, zamiast największych i najcięższych soczewek przednich, jak ma to miejsce w klasycznych obiektywach. Rozwiązanie takie umożliwia szybsze ustawienie ostrości – silnik AF nie musi poruszać ciężkim blokiem optycznym. Dzięki temu systemowi ułatwiona jest też praca z filtrami – przód obiektywu nie wysuwa się, dzięki czemu możemy zamocować na froncie obiektywu dowolny system mocowania filtrów, np. firmy Cokin.

Trudne zadanie producentów

Obiektywy

Producenci (i księgowi…) mają więc nie lada orzech do zgryzienia. Z jednej strony chcą jak najlepszej jakości optycznej swoich szkieł, z drugiej strony muszą utrzymać konkurencyjną cenę. Korekcja wymienionych wyżej wad optycznych wymaga zastosowania soczewek ze specjalnych materiałów, jak szkło niskodyspersyjne, fluoryt i jeszcze kilkadziesiąt innych gatunków szkła. Ponadto stosuje się nietypowe kształty soczewek – nie wszystkie mają powierzchnie będącą wycinkiem kuli – stosuje się też krzywizny asferyczne, o zmiennym promieniu na różnych odcinkach przekroju. Ponadto same badania i opracowywanie idealnej konstrukcji optycznej zajmuje firmom lata i pochłania niesamowite pieniądze. Koncerny musza zatem balansować jakość i cenę na odpowiednim poziomie, żeby zachować swoich klientów.

W ofertach firm Canon, Nikon czy Sony nawet najdroższe szkła za kilkanaście tysięcy złotych nie są pozbawione kompromisów. Często jest tak, że bardzo drogie szkło pozbawione jest praktycznie wszystkich wad, jest niesamowicie ostre, ale okazuje się, że ma jedną wadę monstrualnych rozmiarów – np. niekorygowalną w żaden sposób dystorsję.

Prawdziwą jakość zapewniają mniej popularne firmy. Szkła systemu Leica M od dziesięcioleci stanowią jakość samą w sobie, ale ich ceny to nawet nie kilkanaście, a kilkadziesiąt lub i ponad 100 tysięcy złotych. Jest jednak garstka niemieckich dentystów, którzy mogą sobie pozwolić na przebieranie w takich szkiełkach. Wszystkim innym polecam natomiast przeczytanie testu wymarzonego obiektywu, zanim zdecydujemy się go kupić.

Marcin Połowianiuk

Źródło: http://www.spidersweb.pl/author/m_polowianiuk

2013

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *