Jakiś problem?

Procent czy punkt procentowy?

Bycie dziennikarzem to w sumie niełatwe zadanie. Trzeba pisać o różnych rzeczach, a przecież nie ma możliwości, żeby pojedynczy dziennikarz znał się dobrze na wszystkim. Nie dziw więc, że ludzie mediów, np. osoby przygotowujące newsy do serwisów informacyjnych w stacjach TV itp., nierzadko „wykładają się” na prostych rzeczach — na przykład na liczeniu procentów. Doświadczamy tego na każdym kroku, zwłaszcza gdy mowa o inflacji albo poparciu dla poszczególnych partii czy kandydatów w wyborach. A wszystko to bierze się z niezrozumienia istoty procenta lub nieznajomości znaczenia terminu punkt procentowy. Niekiedy jednak za procentową arytmetyką lub wyborem odpowiedniego sposobu liczenia kryje się tendencja do przedstawiania obiektywnych wskaźników w sposób odpowiadający propagandowemu zapotrzebowaniu.

Na początek zagadka — tylko pozornie „prostacka”. W ciągu miesiąca poparcie dla partii XYZ wzrosło z 20 do 25 procent. O ile procent wzrosło poparcie dla tej partii w tym okresie? Odpowiedź w dalszej części artykułu.

Jestem przekonany, że większość czytelników wskaże, iż poparcie wzrosło o 5 procent. A figę! Bo jeśli wykonujecie działanie

25% – 20%,

to odejmujecie procenty jak zwykłe liczby, a w takim przypadku wynik nie będzie wyrażony w procentach, lecz w punktach procentowych.

Mówiąc krótko:

25 procent – 20 procent = 5 punktów procentowych.

Mistrz ortografii, p. Malinowski, zauważając różnicę między procentem a punktem procentowym, stwierdza, iż punkt procentowy to procent od procentu. Niestety, myli się, gdyż punkty procentowe oblicza się stosując odejmowanie a nie typowe dla obliczania procentów dzielenie i/lub (w zależności od przyjętej metody) mnożenie…

Punkt procentowy to różnica powstała w wyniku odejmowania dwóch wartości wyrażonych w procentach. Nie wolno go mylić z procentem!

Obliczenie różnicy w procentach jest bardziej skomplikowane. Na początku musimy obliczyć różnicę (w punktach procentowych). To już zrobiliśmy. Wynosi ona 5 (w tej chwili nie ma znaczenia, że jest ona wyrażona w punktach procentowych). Dopiero teraz możemy sprawdzić, ile procent początkowej wartości stanowi obliczona różnica. To również nie jest skomplikowane i robimy to według wzoru:

(różnica : wartość początkowa) x 100,

czyli

(5 : 20) x 100 = 0,25 x 100 = 25

Tak więc okazało się, że przyrost (chociaż licząc spadek, też musielibyśmy użyć tego samego wzoru) wyrażony w procentach i punktach procentowych to dwie zupełnie różne i nieprzeliczalne wzajemnie wartości (w tym przypadku 5 punktów procentowych i 25 procent). Dlaczego nieprzeliczalne? Bo gdyby poparcie wynosiło na początku 10 procent, a na końcu 15 procent, to różnica również wynosiłaby 5 punktów procentowych, ale w przeliczeniu na procenty byłoby to już 50 procent:

(5:10) x 100 = 0,5 x 100 = 50!

Sprawa jeszcze bardziej komplikuje się, gdy dziennikarz próbuje obliczyć, o ile początkowe poparcie było mniejsze (chociaż gdyby było większe, również należałoby zastosować identyczny wzór) od ostatecznego. I tu niektórzy nie pamiętają, że w takim przypadku należy do obliczeń wziąć różnicę w punktach procentowych (będzie ona taka sama jak w poprzednim obliczeniu) i wartość końcową (nie początkową), czyli według wzoru:

(różnica : wartość końcowa) x 100,

czyli

(5 : 25) x 100 = 0,2 x 100 = 20

Analogicznie w drugim przypadku:

(5:15) x 100 = 0,33 x 100 = 33.

Znawców tematu proszę o wybaczenie, że dla uproszczenia zaokrągliłem wynik i nie uwzględniłem okresowego charakteru ułamka.

Potencjał manipulacyjny

Naturalnie, tego typu arytmetyka stwarza pole do manipulacji, bo w zależności od sympatii politycznych można wybrać taki współczynnik, który będzie robił większe wrażenie na słuchaczach, by powiedzieć o zysku popieranej partii, a w odniesieniu do innej wybrać mniej imponujący współczynnik (chociaż w rzeczywistości może kryć się za nim porównywalny lub nawet lepszy wynik).

Jeszcze dobitniej widać to na przykładzie małych liczb. Przyjmijmy, że w miesiącu A inflacja wyniosła 0,7 procenta, a w miesiącu B — 1,4 procenta. Idę o zakład, że zwolennicy rządu (jakiegokolwiek, bo snujemy tu ogólne rozważania) zaczęliby uspokajać, iż wzrost wprawdzie jest, ale zaledwie o 0,7 punktu procentowego (chociaż podejrzewam, że dla lepszego efektu propagandowego „nagięliby” nieco rzeczywistość i użyli słowa procent), natomiast opozycja uderzyłaby w apokaliptyczny ton, zauważając, że inflacja wzrosła o 100 procent. Różnica kolosalna! Owszem, ale co ciekawe, obie strony mówiłyby prawdę…

Swoją drogą, wstyd, panowie redaktorzy (i panie redaktorki, rzecz jasna), że ja, polonista, muszę wam takie rzeczy tłumaczyć.

źródło: http://lukaszrokicki.pl/2011/06/07/procent-czy-punkt-procentowy/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *