Nadszedł przedświąteczny czas, w którym wielu z nas pada ofiarami zakupowej gorączki. Zna to chyba każdy, bez względu na to, czy nabył coś przez internet, czy w tradycyjnym sklepie. Chcąc zrobić prezent bliskim albo sobie samym, często wybieramy rzeczy bez zastanowienia, a potem mamy problem. Na jakich warunkach możemy zwrócić lub reklamować towar? Wyjaśniają to Andrzej Bućko i Michał Herde, eksperci Federacji Konsumentów.
Jeżeli kupujemy w tradycyjnym sklepie i towar nie jest uszkodzony, to ewentualny zwrot lub wymiana zależy od dobrej woli sprzedawcy. Prawo mu tego nie nakazuje. Jeżeli zawrzemy umowę, tj. zapłacimy, weźmiemy towar i odejdziemy od kasy, to umowa została zawarta i klamka zapadła.
Nawet jeśli okaże się, że buty, które kupiliśmy np. dla dziecka, są za małe, też nie można ich zwrócić. Zgodnie z przepisami, jeżeli zakup został dokonany w tradycyjnym sklepie, a towar jest pełnowartościowy i nie ma wad czy niezgodności z umową, sprzedawca nie musi przyjąć go z powrotem, bez względu na powód zwrotu. W przypadku, w którym sklep przyjmuje zwroty, w regulaminie może zastrzec, że konieczne jest zachowanie paragonu. Może też zdecydować, że zwrotom nie podlegają pewne kategorie asortymentu lub towary kupione na promocji lub po przecenie.
Do reklamacji konieczne jest zachowanie paragonu. MIT
Okazanie paragonu przy reklamacji nie jest wymagane przez przepisy. Zastrzeżenia typu: „bez paragonu nie rozpatrujemy reklamacji” są bezprawne. Oczywiście bezprawne są także kartki: „Po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się”. Sprzedawca może natomiast domagać się dowodu, że rzeczywiście zakupiliśmy daną rzecz u niego.
Najlepiej jest mieć paragon, ale może to też być potwierdzenie płatności kartą. Choć tu możemy mieć problem, jeśli płaciliśmy za większe zakupy i na żądanie sprzedawcy musimy uprawdopodobnić, jaki był tam towar. Jeśli płaciliśmy gotówką i nie mamy paragonu, a sprzedawca nie chce przyjąć danej rzeczy, można też przyprowadzić świadka, np. mamę, która potwierdzi, że wróciliśmy do domu i opowiedzieliśmy jej o zakupach w danym sklepie. Ale to będą słabsze dowody w razie ewentualnego sporu.
Prawo do reklamacji mamy w ciągu 2 lat od zakupu. PRAWDA
Jeśli w terminie 2 lat stwierdzimy usterkę, możemy złożyć reklamację. Prawo to dotyczy każdej rzeczy ruchomej – butów, samochodu czy jedzenia. Na samym początku nie mamy jednak gwarancji zwrotu pieniędzy za wadliwy produkt. Wpierw – co do zasady – możemy żądać naprawy lub wymiany. Jeżeli te nie są możliwe, nie są realizowane w terminie lub narażają klienta na znaczne niedogodności (np. zepsuły się buty trekkingowe na dzień przed wyjazdem w góry), można żądać zwrotu pieniędzy.
Nie można reklamować rzeczy z wyprzedaży. MIT
Sprzedawcy często zamieszczają informację, że w wypadku towaru kupionego na wyprzedaży, w promocji czy w ramach sezonowej obniżki nie przysługuje prawo do reklamacji. To nieprawda. Konsument ma pełne prawo do reklamacji i nie można go ograniczać. Jeśli to była końcówka serii i sklep nie może wymienić towaru, ani go naprawić, to powinien zwrócić pieniądze.
Chyba że coś było przecenione z powodu konkretnej wady – wówczas nie podlega reklamacji z powodu tej wady, ale innych, niewymienionych wcześniej, już tak. Co ciekawe, prawo do reklamacji mamy także w przypadku rzeczy używanej np. spodni w second handzie, z tym że jeśli mamy świadomość, że kupujemy przedmiot używany, czas na reklamację skraca się do roku.
Zawsze trzeba także pamiętać, że sprzedawcy nie mają prawa sprzedawać towarów po upływie daty ważności, nawet jeśli obniżą cenę. Jeśli kupimy przeterminowany towar, to mamy bezwzględne prawo do reklamacji.
Sprzedawca ma 14 dni na rozpatrzenie reklamacji. PRAWDA
Sprzedawca ma 14 dni na ustosunkowanie się do reklamacji, gdyż w innym wypadku uważa się ją za uzasadnioną. Sprzedawca może jej nie uznać, bo odpowiada tylko za takie niezgodności, które – jak mówią przepisy – „tkwiły w rzeczy w chwili wydania”, tzn. wynikają z błędnej konstrukcji przedmiotu, wady materiałów użytych do jego zrobienia, braków ilościowych, np. brakuje zasilacza do urządzenia elektrycznego, a wg umowy powinien on być, itd. To kwestia do zbadania, czy buty rozkleiły się, bo zostały źle zrobione, czy dlatego, że suszono je na kaloryferze, choć producent tego nie zalecał.
Nie ma przepisów dot. odwołania od decyzji sprzedawcy. PRAWDA
W wypadku odrzucenia reklamacji najlepiej zwrócić się do Federacji Konsumentów albo do powiatowego (miejskiego) rzecznika konsumentów (są przy każdym starostwie powiatowym). Dalsze postępowanie zależy bowiem od konkretnej sprawy i trudno generalnie powiedzieć, co należy zrobić.
Niektóre reklamacje są oczywiście bezzasadne, z przedsiębiorcą można też negocjować, niektóre sprawy można skierować do mediacji albo sądu polubownego, wreszcie do sądu powszechnego. Federacja rozważa wszystkie opcje i pomaga – od ewentualnych negocjacji po pomoc w procesie. Wszystko to jest oczywiście bezpłatne.
Ważne jest też to, że jeżeli wg informacji na witrynie lub na półce towar kosztuje 100 zł, a przy kasie naliczają 120 zł, to konsument ma prawo kupić tę rzecz za 100 zł. Niezgodne z prawem są także kartki informujące, że płatność kartą jest możliwa od 10 czy 20 zł. Sprzedawcy mogą natomiast legalnie obciążyć konsumenta kosztami płatności kartą, tj. dodać do rachunku, zazwyczaj ok. 1,5 – 2 proc. Nowe przepisy wprowadzą zasadę, że sprzedawca nie może nas z tej racji obciążyć kwotą wyższą niż ta, którą sam zapłacił.
Nie można zwrócić rzeczy kupionych przez internet. MIT
W tej chwili w ciągu 10 dni od daty otrzymania towaru można odstąpić od umowy. Trzeba wysłać w tej sprawie oświadczenie, że odstępuje się od umowy, najlepiej listem poleconym. W ciągu kolejnych 14 dni powinno się odesłać towar, ale niezachowanie tego terminu nie spowoduje nieważności odstąpienia. Od 25 grudnia będziemy mieć 14 dni na odstąpienie od umowy. Dodatkowo przedsiębiorca będzie miał obowiązek poinformować nas o tym prawie. Jeśli tego nie zrobi, na odstąpienie od umowy będziemy mieć dodatkowo cały rok.
Nie można zwrócić wylicytowanej rzeczy. PRAWDA
Obecnie jest tak, że jeśli kupujemy towar za oznaczoną cenę (tzw. opcja „kup teraz”), to możemy odstąpić od umowy. Jeżeli natomiast kupimy podczas aukcji, gdy ostateczna cena ustalona jest de facto przez konsumenta, to prawo odstąpienia nie obowiązuje.
Jeśli kupimy jakąś rzecz po 25 grudnia, będziemy mieli prawo do odstąpienia od umowy zarówno w wypadku aukcji, jak i kupna za oznaczoną cenę. Ale uwaga: to dotyczy kupna tylko od przedsiębiorcy, nie osoby prywatnej, która sprzedaje używane rzeczy po dziecku czy nietrafiony prezent.
Podkreślić należy, że nie można w ogóle zwracać leków. Ze względów higienicznych nie można też zwrócić towarów wyjętych z zapieczętowanego opakowania, czyli np. soczewek, smoczków czy artykułów spożywczych. Nie można też zwracać nagrań audialnych, wideo i programów komputerowych, jeżeli przyjdą do nas w opakowaniu fabrycznym i zerwiemy to opakowanie.
Bez oryginalnego pudełka nie zwróci się towaru. MIT
Przedsiębiorca absolutnie nie ma prawa żądać, żeby towar był zwrócony w oryginalnym, nieuszkodzonym opakowaniu. Jeżeli złożymy oświadczenie o odstąpieniu od umowy w terminie, to przedsiębiorca nie ma prawa go kwestionować. Nie może powiedzieć, że go nie uznaje.
Rozpakowanie towaru i wypróbowanie go jest podstawowym prawem kupującego. Jeżeli kupimy telewizor, to mamy prawo go rozpakować i podłączyć, żeby sprawdzić, czy działa. Nie należy natomiast prać w pralce czy podłączać piekarnika, bo tego nie można też zrobić w sklepie. W nowych przepisach będzie tak, że z daną rzeczą w domu będzie można zrobić to, co można zrobić i w tradycyjnym sklepie, czyli np. przymierzyć ubranie. Konsument może być natomiast obciążony kosztami używania tej rzeczy ponad miarę, czyli za zmniejszenie jej wartości.
Nie można zwrócić towarów od akwizytora. MIT
W wypadku wszystkich akwizycji, pokazów itd. mamy 10, a po zmianie przepisów 14 dni na odstąpienie od umowy. Bardzo ważną rzeczą jest również to, że jeśli po 25 grudnia przedsiębiorca nie poinformuje o tym prawie, to nie tylko przedłuży się ono o rok, ale klient nie będzie także ponosił żadnej finansowej odpowiedzialności z tytułu zużycia się towaru.
Istotne zmiany będą także dotyczyły sprzedaży przez telefon: nie będzie możliwe proste zawarcie umowy podczas rozmowy. Sprzedawca będzie musiał przesłać jej treść klientowi na trwałym nośniku, a konsument w odpowiedzi będzie musiał swoje oświadczenie również zapisać na trwałym nośniku (np. wysłać e-mail) i dopiero wówczas umowa zostanie zawarta.
źródło: m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,17087760,Nie_mozna_reklamowac_rzeczy_z_wyprzedazy__Omawiamy.html